Blog naukowy z Warszawy. Zdobądź wiedzę z języków obcych, nauki śpiewu...

JAK SOBIE PRZYPOMNIEĆ CZ. II

Zdaje się, że pierwszym człowiekiem, który jasno zrozumiał, jak pomocnym w przypomnieniu jest odtworzenie towarzyszących zapamiętaniu warunków, był poeta grecki Simonides (V w. p.n.e.). Odkrycia swego dokonał w tragicznych okolicznościach. Pewien jego ziomek wydał ucztę z okazji zwycięstwa na igrzyskach olimpijskich. Jak to wówczas było w zwyczaju, zaprosił m. in. poetę Simonidesa, by deklamacją dodał uczcie splendoru. Po wygłoszeniu wiersza na chwałę zwycięzcy Simonides, wywołany przez czekających przed domem znajomych, opuścił .towarzystwo. Gdy tylko wyszedł, runęła ściana, grzebiąc pod gruzami gospodarza i gości. Ciała były tak zmasakrowane, że krewni ofiar nie mogli ich rozpoznać, zwrócono się więc do Simonidesa, by określił, kto gdzie siedział. W pierwszej chwili poecie wydawało się niemożliwością spełnić to zadanie i dopiero gdy stanął przed podobnym stołem, zdołał „zobaczyć” rozmieszczenie biesiadników

Na podstawie tego rodzaju obserwacji można powiedzieć, że gdy „zagrają” pewne skojarzenia, wypływają na powierzchnię świadomości rzeczy nawet głęboko w pamięci zagrzebane, a przyczyną niemożności przypomnienia sobie potrzebnej nam w danej chwili wiadomości może być brak „klucza”, tj. „wywołujących” obrazów czy myśli, z którymi to, czego w pamięci szukamy, jest bezpośrednio lub pośrednio związane. Kawał usłyszany przy pół czarnej najłatwiej przypomni się znowu przy kawie, a takie słowo jak „koleba” – gdy znowu ruszymy w góry.

Odtworzenie – choćby w wyobraźni – okoliczności, w których usłyszeliśmy daną wiadomość, jest tą samą metodą, którą stosujemy szukając „gdzieś położonego” przedmiotu. Nie mogąc go znaleźć, zamiast dalej nerwowo miotać się po mieszkaniu, spokojnie siadamy i staramy się przypomnieć sobie, cośmy robili i gdzieśmy byli, gdy po raz ostatni mieliśmy go w ręku. Gdy zaś szukamy w pamięci jakiejś wiadomości, pomocą może być przypomnienie sobie, kto i w jakich okolicznościach nam ją przekazał. Czasem wystarczy szczegół – zaraz, aha, gdy ona wymieniła to nazwisko, bujałem się na krześle: powiedziała tak: „…czekał na schodach”. Wiem!… Zajączkowski czekał na schodach! Przeszukując pamięć idźmy śladem tych skojarzeń, z którymi wiązaliśmy daną rzecz ucząc się jej. Z czego wynikała? Do czego prowadziła? Czego dowodziła?

Jakiej większej całości była częścią? Z czyrń się wiązała logicznie czy przypadkowo? Niedawno musiałem sobie przypomnieć, jaki teatr wystawiał „Maturę”. Musiałem, ale nie mogłem. Ponieważ byłem na tej sztuce razem z matką, jej się o to spytałem. Matka też nie pamiętała, ale lepiej niż ja potrafiła wykorzystać metodę odtwarzania skojarzeń. „Poczekaj – powiedziała. – Byliśmy na tej sztuce z panem L. Doskonale pamiętam, że po przedstawieniu rozmawialiśmy z nim idąc wzdłuż Wisły. Jaki to teatr leży blisko Wisły? »Ateneum«!”

Podobne Artykuły

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.