Blog naukowy z Warszawy. Zdobądź wiedzę z języków obcych, nauki śpiewu...

Dziecko jako cement dla małżeństwa

Najistotniejszą zmianą po porodzie jest nagła utrata mobilności, możliwości zmian i spontaniczności. A akurat z tych rzeczy nie wolno zrezygnować, jeśli chce się coś osiągnąć w życiu, a zwłaszcza zaś w pracy zawodowej. Młodzi rodzice nie mogą ot tak sobie wyjść z domu, żeby się spotkać z przyjaciółmi, nie mogą nagle wyjechać w podróż służbową, zastąpić chorego kolegi, bądź brać nadgodziny. Ich dyspozycyjność chwilowo się skończyła. Szukają teraz innych jakości – starannego, mądrego planowania i organizacji życia uwzględniającej potrzeby wszystkich trojga.

Wszystko to zdaje się umacniać naszą tezę, że dziecko może być dla małżeństwa nie tylko cementem, co również materiałem wybuchowym. Liczne badania to potwierdzają. Wiele małżeństw rozpada się z powodu dziecka, z którym wiązało takie wielkie nadzieje. Atmosfera odpowiednia dla rozwoju matki, ojca i dziecka zależy od znajomości pułapek, w które obfituje nowa sytuacja, i umiejętnego lawirowania między nimi.

Najpierw trzeba postawić sobie pytanie: „Dlaczego chcę mieć dziecko?” Jeśli w odpowiedzi uświadamiamy sobie, że jest ono nam potrzebne jako podpora dla rozpadającego się związku, to najpierw należy zabrać się za naprawianie stosunków partnerskich. Nie można obarczać dziecka zadaniem ratowania małżeństwa jego rodziców (i tak by się zresztą nie udało).

Nie wykluczamy wszakże, że szczęśliwe małżeństwo będzie dzięki dziecku jeszcze szczęśliwsze. Często tak właśnie się dzieje. Co prawda szczęśliwe pary nie są mniej zajęte przy noworodku (ich bezradność wobec krzyczącego dzidziusia nie jest wcale mniejsza), ale dzięki swej miłości radzą sobie lepiej. Poza tym niczego nie chcą od swojego dziecka. Nie ma ono zapełniać duchowej pustki swych rodziców, ani wypełnić im wolnych od pracy chwil, ani zrekompensować nieczułości partnera. Jest po prostu wyrazem szczęścia rodziców. Dobrze trafi dziecko wzrastające w takiej atmosferze. Nie będzie zazdrośnie wypytywane, czy bardziej kocha mamusię czy tatusia. Opieka nad nim nie będzie wymówką dla partnerów nie mających ochoty na seks czy wspólne wyjście, nie musi być cudownym dzieckiem, od którego oczekuje się nie wiadomo jakich dokonań. Może być po prostu dzieckiem, człowiekiem o własnych potrzebach, człowiekiem kochanym dla siebie samego. Dzieci, które mają wyrównać deficyty swych rodziców, wyczuwają to i rozwijają się pod ciągłą presją, i jeśli nie uda im się spełnić oczekiwań rodziców, to przez całe życie towarzyszy im przykre przeświadczenie, że zawiodły pokładane w nich nadzieje.

Dobrze układające się stosunki partnerskie rodziców stwarzają odpowiedni grunt dla rozwoju psychicznego dziecka. Skrzywione stosunki między rodzicami fatalnie wpływają na dziecko. Psycholodzy doradzają młodym rodzicom, aby postarali się funkcjonować jako para, a nie tylko jako ojciec i matka. Powinni też tak podzielić się obowiązkami przy dziecku, żeby nie obciążały one tylko jednej strony. Dobrze byłoby sobie zorganizować kilka godnych zaufania osób do opieki nad dzieckiem, bo jego rodzice powinni mieć szansę wspólnego wyjścia do kina, do teatru czy do znajomych. Nieocenioną pomocą mogą tu okazać się dziadkowie. Sprawą młodych rodziców jest przekonanie ich do tego zajęcia.

Odrębnym problemem jest połączenie pracy zawodowej z wychowywaniem dziecka. Żłobki, przedszkola, świetlice przy szkołach mogą pomóc w ich rozwiązaniu, ale idealnym rozwiązaniem byłby ruchomy czas pracy rodziców i/albo zatrudnienie w niepełnym wymiarze godzin. Jednak wszystko to wymaga niezłej ekwilibrystyki.

W podsumowaniu tego rozdziału chcę jeszcze raz powiedzieć, że pary decydujące się na dziecko powinny wiedzieć, dlaczego to robią. Najlepszym i jedynym uzasadnieniem jest łącząca je miłość.

Podobne Artykuły

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.